Gazeta Wyborcza - Turystyka"Co kryje morze między Afryką a Azją?"
Gazeta Wyborcza - Jacek Dyl 14 - 15-12-2002

 


Centrum Nurkowe Nautilus Częstochowa - Egipt 2002

Co kryje morze...
Egipt, kolebka cywilizacji, wiary, kultury, kojarzona przede wszystkim z faraonami i ich piramidalnymi grobowcami, których na pustyni pilnuje Sfinks. Jest to również, a może głównie Morze Czerwone rozstępujące się przed Mojżeszem, który swój lud wybrany uczynił pierwszymi ludźmi podziwiającymi świat podwodny. Jak wtedy wyglądała tajemnicza rafa? Postanowiliśmy to sprawdzić. Centrum Nurkowe „Nautilus” Częstochowa wyruszyło na poszukiwanie drogi przez może - brzmi dziwnie?, a jednak

Relacja z wyprawy - strony 6-7

 

 

 


PODRÓŻE. Nurkowanie wokół półwyspu Synaj.


Centrum Nurkowe Nautilus Częstochowa - Egipt 2002


Czternastu częstochowian z Centrum Nurkowego "Nautilus" wybrało się w listopadzie do Egiptu.
W tym i ja. Zostawiliśmy w spokoju piramidy i Sfinksa, bo kusiło nas co innego - Morze Czerwone.
Kiedyś rozstąpiło się przed Mojżeszem, który pierwszy podziwiał świat podwodny. Jak wygląda rafa, którą przeszedł? Postanowiliśmy to sprawdzić i poszukać własnej drogi przez morze...


Centrum Nurkowe Nautilus Częstochowa - Egipt 2002 - fot 2
Zatoka Sueska z okna samolotu


Centrum Nurkowe Nautilus Częstochowa - Egipt 2002 - fot 3

Pomieszczenie techniczne w bazie
Planet Divers. Stąd właśnie mamy
tak ważne pod wodą powietrze.

Właściwie to ruszyliśmy na wariackich papierach, bez starannych przygotowań. Wizy mieliśmy załatwić dopiero na miejscu, każdy wziął więc tylko paszport, około 400 dolarów na wymianę i oczywiście masę sprzętu.

To właśnie on narobił nam kłopotu - już na Okęciu. Obsługa lotniska zważyła nam torby i stwierdziła, że są za ciężkie. Trzeba było prosić, tłumaczyć... No ale jak tu zmieścić się w przepisowych 20 kilogramach i pięciu kilogramach bagażu osobistego, jak sama pianka i płetwy "zabierają" z pięć kilo? Tylko dzięki dobrej woli odprawiających nie musieliśmy płacić za tę nadwyżkę.

Wreszcie 20 listopada, w chłodzie i słocie, wsiadamy do samolotu lecącego do Sharm El Sheikh - nieoficjalnej stolicy półwyspu Synaj. Cztery godziny w powietrzu i lądujemy w pustynnym klimacie.

Jest gorąco - jakieś 30 stopni - i bardzo sucho. Wokół tylko brunatne, kamieniste wzgórza.

Najpierw zamierzamy nurkować w okolicach Dahabu - to taka mekka nurków - w Parku Narodowym Ras Mohammed oraz przy wejściu do Zatoki Sueskiej, gdzie znajdują się wraki zatopionych tam statków "Thistlegorm" i "Dunraven".

Do dzieła zatem. Przez kamienistą pustynię jedziemy z lotniska do hotelu oddalonego o kilkanaście minut jazdy od Dahab. Potem w działających w okolicy bazach nurkowych szukamy tej, która za stosunkowo niewielkie pieniądze wynajmie nam miejscowego przewodnika-nurka, butle i pasy balastowe, a także zapewni transport na rafy. Wybieramy polsko-czeską bazę Planet Divers. Od ponad trzech lat pomaga ona nurkom z różnych krajów penetrować wody Morza Czerwonego.

Centrum Nurkowe Nautilus Częstochowa - Egipt 2002 - fot 4

Na nurkowiska dostawaliśmy się po bezdrożach zużytymi już dżipami.

Dostajemy dwa dżipy i jednego pikapa - zdezelowane, ale za to pamiętają rok 1967, kiedy Synaj w wyniku walk z Izraelem przestał być na jakiś czas częścią Egiptu. I jedziemy nad zatokę Akaba.

Rafa Lighthouse ***

Nasze pierwsze nurkowisko oddalone jest od bazy o kilkanaście minut (tu odległości mierzy się w godzinach i minutach, nie w kilometrach). Rafa tak naprawdę zaczyna się tuż przy pieszym nadmorskim pasażu w Dahab. Brzeg - piaszczysty. Woda - jaskrawoturkusowa i czysta jak kryształ. Nawet nie bardzo ciepła: około 24 st. C, czyli podobnie jak w basenie. Za to obrzydliwie słona, aż gęsta od soli... Żadnych fal.

Sprzęt rozładowujemy na matach ze sztucznego włókna rozłożonych na brzegu. Nowe dla nas krajobrazy przestają być ważne: teraz każdy chce jak najszybciej wejść do wody. Sprawdzamy ciśnienie powietrza i zawory w butlach, automaty oddechowe. Zakładamy pianki - kombinezony chroniące przed utratą ciepła (siedzenie pod wodą dłuższy czas powoduje wychłodzenie organizmu). I chlup...

Centrum Nurkowe Nautilus Częstochowa - Egipt 2002 - fot 5

Płynąc wzdłuż ścian koralowców, czuliśmy się,
jakbyśmy przebywali w egzotycznym domowym akwarium.

Tę rafę wybraliśmy specjalnie, bo schodziła w toń łagodnie, a nie pionową ścianą. Dzięki temu wszyscy mogli się oswoić z wodą i starannie wyważyć, czyli dopasować balast (ołowiane ciężarki na pasie lub w kieszeniach specjalnych kamizelek - jacketów): gdybyśmy wzięli za dużo balastu, pociągnąłby nas w dół, gdyby za mało - woda wypchnęłaby nas ku powierzchni jak balon.

Marcin Kuźnicki kieruje kciuk w dół - schodzimy. Pod wodą wszystko wydaje się większe i bliższe. Chcemy czegoś dotknąć, a tu się okazuje, że ręce mamy "za krótkie". Widzimy nagle przed sobą ogromną paszczę jakiejś ryby, jakby już zamierzającej nas połknąć; nim serce podejdzie nam do gardła, ryba podpływa i okazuje się nie taka wcale duża i zupełnie niegroźna. Słyszymy odgłosy rafy, szum bąbli powietrza z ustnika aparatu do oddychania, dźwięk przepływającej łodzi, ale nie jesteśmy w stanie określić, z jakiego kierunku i z jak daleka te odgłosy docierają (dźwięk w wodzie rozchodzi się dwa razy szybciej niż w powietrzu). Czujemy całym ciałem, ale nie ogranicza nas grawitacja - jesteśmy prawie w stanie nieważkości...

Ale dosyć tej euforii. Najważniejsze, by nie zgubić partnera: on - w każdej chwili gotów przyjść z pomocą - i butla z powietrzem są tu najcenniejsi.
Trzeba trochę czasu, by otrząsnąć się z emocji pierwszego zanurzenia. W końcu jednak zaczynamy dostrzegać otaczającą nas bajkową rzeczywistość.
Podstawę rafy tworzą kolonie wielu gatunków polipów, opadające w otchłań ściany - koralowce. Tworzą one piękne nawisy i groty będące schronieniem ślimaków, jeżowców, ośmiornic, ryb...

Centrum Nurkowe Nautilus Częstochowa - Egipt 2002 - fot 6

Za chwilę kolejne nurkowanie.

Tajemniczy kanion *****

Jednym z naszych kolejnych nurkowisk w Akabie jest wysoko ceniony przez nurków, a to dla swojej wyjątkowej urody, zaczynający się na głębokości 15 metrów Canyon. To właściwie tunel idący najpierw pionowo w dół - jak studnia - przez rafę, a następnie pod nią. Na jego dnie głębokościomierz wskazuje ponad 53 metry. Ściany zbiegają się u góry, zamykając kanion tym niby-sklepieniem niemal na całej jego długości; nurkom pozostaje tylko kilka okien do wypłynięcia.

Razem z Marcinem schodzimy w dół studnią - pierwszą częścią Canyonu. Między koralowcami drzemie drapieżna, majestatyczna murena - zupełnie jakby pilnowała przejścia. Wokół niej zaczepnie pływają małe, fioletowe rybki.

Z każdym metrem robi się coraz bardziej mrocznie, ale o strachu nie ma mowy: chłoniemy widok kolorowych ścian, każdej żywej istoty... Skręcamy w tunel i nagle w świetle latarek ukazuje się nam piękna, olbrzymia, czarna, wypoczywająca na dnie płaszczka. Kształtem przypomina niewykrywalny dla radarów bombowiec B2. Pozwala się obejrzeć z bliska.

Tym razem docieramy na 52 metry. Ciśnienie jest tam na tyle duże, że wypływając, musimy się przyzwyczaić do tego, jakie panuje na powierzchni. Dlatego urządzamy sobie przystanek dekompresyjny. Przez pięć minut wisimy na głębokości pięciu metrów. Przy okazji nasze ciała pozbywają się się nadmiaru azotu, który łykaliśmy z powietrzem z butli.

Centrum Nurkowe Nautilus Częstochowa - Egipt 2002 - fot 7

Blue Hole - zaczyna się tuż przy brzegu, a później kilkaset metrów pionowo w dół

Niebieska dziura *****

Blue Hole - nasz następny cel w zatoce Akaba. To słynna wśród nurków przepaść w platformie koralowej, niespełna parę metrów od brzegu, połączona z morzem olbrzymią bramą-tunelem na głębokości poniżej 53 metrów. Jest owiana złą sławą i bardzo tajemnicza. Doskonale widać ją z powierzchni: do skał przymocowano dziesiątki tablic upamiętniających nurków, którzy nigdy się stąd nie wynurzyli. Marcin Kuźnicki wraz z Pawłem Czajką postanawiają zrobić to, co wielu się nie udało = przejść przez bramę Blue Hole na głębokości około 60 metrów.

Reszta ekipy wybiera łatwiejszą trasę. Idziemy na oddalony zaledwie o niecały kilometr fragment rafy - Bells *****. Po sprawdzeniu sprzętu schodzimy w dół szczeliną w skałach. Na 30 metrach płyniemy wzdłuż pięknie ukształtowanej, pełnej życia ściany koralowców. Pod nami kilkusetmetrowa głębia. Brakuje słów, by opisać to wrażenie: nie widać dna, tylko ciemniejący coraz bardziej granat - zupełnie jak w kosmosie. Gdy wynurzamy się w Niebieskiej Dziurze, Marcin z Pawłem już tam są i machają do nas - zaliczyli.

Centrum Nurkowe Nautilus Częstochowa - Egipt 2002 - fot 8

W toni - przebywając prawie w stanie nieważkości - możemy
poczuć się jak w niezbadanym otaczającym nas kosmosie

Wraki *****

Z Dahab jedziemy około dwóch godzin do miejscowości Sharm El Sheikh, by tam załadować się na łódź. Wieczorem zasypiamy, patrząc w niebo - piękne, bez jednej chmurki, nakrapiane gwiazdami jak cała w lampkach choinka na święta...

Czwarta rano, wypływamy z portu. Po sześciu godzinach stoimy na pokładzie rozchwianym przez fale: wieje silny wiatr. Dopinamy klamry jacketów i pasów balastowych. Już za chwilę czeka nas nurkowanie na "flagowym" wraku Morza Czerwonego - angielskim statku "Thistlegorm" z czasów II wojny światowej. 6 października 1941 roku płynął z Kapsztadu do Tavfiq z zaopatrzeniem dla wojsk brytyjskich. Został wytropiony i zbombardowany przez niemieckie bombowce dalekiego zasięgu He111. Pożar maszynowni i wybuch przewożonej przez "Thistlegorm" amunicji w 20 minut przesądziły o losach statku; osiadł na dnie, na głębokości 31 metrów. Dziób i przednia część śródokręcia zostały prawie nie naruszone, tylna - całkowicie zmieciona przez eksplozję, która oderwała rufę od reszty.

Morze ma tu kolor szmaragdu. Gdzieniegdzie migoczą oliwkowosrebrne plamy raf znajdujących się tuż pod powierzchnią wody. Do wraku docieramy posuwając się w dół po linie cumowniczej naszej łodzi. Takich jak my jest tu więcej (bywa, że w pogodny dzień nad "Thistlegormem" cumuje kilkanaście jednostek po brzegi wypełnionych sprzętem i nurkami; liny krzyżują się ze sobą, tworząc pod wodą prawdziwą pajęczynę).

Centrum Nurkowe Nautilus Częstochowa - Egipt 2002 - fot 9

Każdy miał ochotę "dosiąść" Dunravena, żaglowca, który zatonął w 1876 r.

W pewnym momencie ukazują się nam zarysy okrętu. Boże, jaki wielki! Płyniemy i płyniemy wzdłuż burty... I - przyznam - ciarki mi chodzą po krzyżu na widok tego kolosa zupełnie bezradnego wobec potęgi morza. Mijamy dwa olbrzymie działa, które chronić miały okręt przed samolotami nieprzyjaciela i nie podołały zadaniu. Wreszcie docieramy do ładowni... po brzegi wypełnionej motocyklami. Maszyny już prawie straciły swój kształt, zarośnięte polipami, ukwiałami, koralowcami - w całości, z wyjątkiem opon. Te trwają, jak gdyby nic się nie stało.

Z "Thistlegormu" przenosimy się na zatopiony w 1876 roku żaglowiec "Dunraven". Wpływamy do wnętrza kadłuba, przebijając się przez ławicę małych "szklanych" rybek. W głębi widać kocioł parowy. Jest pięknie, mroczno...

Trzy baseny ****

Tak nazwany jest podwodny płaskowyż w zatoce Akaba - na niewielkiej głębokości, z piaszczystymi wypłyceniami pośród koralowych bloków, ostatnie miejsce naszej nurkowej eskapady. Silny wiatr utrudnia nam zadanie: fale rzucają nami, obijają o wapienne ściany. Nareszcie pada hasło zanurzenia. Woda jest bardzo zmącona, bo prądy, które nagle przyszły nie wiadomo skąd, powodują, że piach miesza się z wodą. Czyli widoczność jak na częstochowskiej Michalinie, z tą małą różnicą, że tutaj woda ma 24 st. C.

Centrum Nurkowe Nautilus Częstochowa - Egipt 2002 - fot 10

Ławica barakud robi wrażenie nawet na wytrawnych już nurkach

Wreszcie wypływamy z płytkich miednic w spokojną głębinę. Eee - myślę. Ale tu rafa uboga. Ani barakud, ani płaszczek... Nagle widzę, że do naszej grupy postanowiła się przyłączyć - jakby na przekór moim myślom - olbrzymia ryba zwana napoleonem. W naszych wodach nigdy nie spotkałbym takiej - dużej i przyjacielsko nastawionej do człowieka.

To nie wszystkie miejsca, w których byliśmy, ale właśnie te wydały mi się najwdzięczniejszymi obiektami do opisania podwodnego świata. Zapraszam do bezpiecznego nurkowania, bo naprawdę warto.

JACEK DYL

Zdjęcia: UCZESTNICY WYPRAWY

***** - gwiazdkami oznacza się pięciostopniową skalę, według której nurkowie określają atrakcyjność danego miejsca

 

Centrum Nurkowe "Nautilus" istnieje w Częstochowie przy ul.Warszawskiej 119 od 2000 roku. Zrzesza blisko 200 członków. Przede wszystkim zajmuje się szkoleniem nurków amatorów. Założył je Marcin Kuźnicki, nurek zawodowy, instruktor dwóch organizacji nurkowych PADI (jest najłatwiej dostępna) i CMAS (założona przez Jacquesa Cousteau; szkoli np. policję, wojsko i straż pożarną).

 


Centrum Nurkowe Nautilus Częstochowa - Egipt 2002 - fot 11

Koralowce są podstawą rafy.

Centrum Nurkowe Nautilus Częstochowa - Egipt 2002 - fot 12

Pod wodą jest mnóstwo kolorowych ryb.

Centrum Nurkowe Nautilus Częstochowa - Egipt 2002 - fot 14

Każdy chciał podpłynąć do nakrapianej płaszczki.


To się może przydać


zobacz też galerię zdjęć -->
powrót do spisu artykułów -->