Gazeta Wyborcza"Gość Pacyfiku"
Gazeta Wyborcza - Jacek Dyl 15-12-2003

 

OPOWIEŚĆ NURKA. Małże kontra brud.


Fot. Andrzej Konopski
Pacyfik - zanurzanie kurtyny z małżami


Czy za rok w Pacyfiku będzie już czysta woda i stada raków? Może...

Nie był to akt uświęcenia daty 13 grudnia - po prostu w tym właśnie dniu postanowiliśmy osadzić w zbiorniku Pacyfik na Lisińcu racicznice zmienną.

Racicznica to małż z rejonu Morza Kaspijskiego, tworzący podwodne kolonie na korzeniach, gałęziach, kamieniach, a nawet wyrzuconych butelkach. Filtruje wodę ( pojedynczy osobnik do trzech litrów w ciągu doby), odfiltrowuje też glony, fitoplankton, pierwotniaki i wymoczki powodujące mleczne zmętnienie wody. A to oznacza, że potrafi ze śmierdzącego Pacyfiku zrobić czysty zbiornik. Bo natura obroni się sama przed człowiekiem. Trzeba tylko dać jej szansę.

By tak się stało, dogadali się: szef Centrum Nurkowego "Nautilus" Marcin Kuźnicki z dyrektorem zarządu Polskiego Związku Wędkarskiego okręgu Częstochowa Antonim Barutem. Zdecydowali, że spróbujemy oczyścić pocegielniane wyrobisko. Przygotowania trwały kilka dni: trzeba było zgromadzić gąbki i pojemniki na małże, wybrać łowisko, wreszcie zmontować kurtynę, do której małż zostanie przytwierdzony, by później miał warunki do rozmnażania.

Na połów małży pojechaliśmy we czterech do Dąbrowy Górniczej, na Pogorię III - jeden z akwenów, który jest (a raczej był) zapleczem wodnym dla Huty Katowice. Po zanurkowaniu na prawie sześciu metrach natknęliśmy się na zatopione drzewo, a tuż obok sidło obficie pokryte racicznicą. Zaczęliśmy pracę. Odcinane gałęzie wynosiliśmy na powierzchnię i ładowali do pływających skrzynek uczepionych zakotwiczonej bojki. Kilkadziesiąt minut pływania góra-dół i mieliśmy racicznicę w pojemnikach. Można było wracać nad Pacyfik.

Tu najpierw trzeba było zrobić konstrukcję, do której dałoby się przytwierdzić małże. Wtedy okazało się, że z racicznicą przywieźliśmy kilkanaście żywych raków: wcisnęły się miedzy muszle. Obciążyliśmy kurtynę z małżami i zaczęliśmy powoli zanurzać ją na głębokość ponad pięciu metrów. Raki też poszły do wody. Kolonie racicznicy stanowią bowiem doskonałe sąsiedztwo dla innych drobnych zwierząt. Choćby dlatego, że proces filtrowania wody powoduje jej ciągły przepływ, a to zapobiega powstawaniu stref beztlenowych oraz gromadzeniu się tam toksycznych związków: siarkowodoru i amoniaku.

Teraz pozostaje tylko czekać i sprawdzać, czy przybysze zaaklimatyzują się w brudnej wodzie. Być może za gościnność odwdzięczą się wodą czystą, przejrzystą.


Fot. Andrzej Konopski
Pogoria III - tam łowiliśmy skorupiaki

Fot. Andrzej Konopski
Największe racicznice mają ok. 3 cm

Fot. Andrzej Konopski
Razem z małżami do Częstochowy przyjechały raki


Racicznica zmienna (Dreissena polymorpha

Dotarła do polski z basenu Morza Czarnego i Kaspijskiego prawdopodobnie w latach 1824-1839 - na kadłubach statków. Ma ładne pręgowane muszle. Żyje około pięciu lat. Zaczyna się rozmnażać, gdy temperatura wody osiąga ponad 15 st. C, gdy ma 20-22 st. C - czuje się najlepiej, a gdy dojdzie do 30 st. C - umiera, bo brakuje jej tlenu.

Mimo jej zalet "czyszczące", ekolodzy uważają racicznicę za szkodnika - obcy element fauny, ingerencję w naturalny ekosystem. Warto dodać, że takim samym "obcym" jest u nas karp (sprowadzony do polski przez zakon cystersów w XII-XIII wieku), bażant łowny (XVI wiek), królik (XIX wiek)...

Gdzieniegdzie systematycznie się ją zwalcza, bo gdy zagospodaruje się w jakimś zbiorniku, obsiada wszystko, co jest w nim zanurzone. W ten sposób zatyka np. rury w elektrowniach, pokrywa dna statków. Dlatego np. z Wielkich Jezior Ameryki pozbywa się jej za pomocą fal radiowych niskiej częstotliwości.


zobacz też galerię zdjęć -->
powrót do spisu artykułów -->